Punkt zwrotny
Przez cały tydzień udało mi się nie myśleć o nim, starałam się zająć myśli rzeczywistością i obowiązkami niestety gdy siedziałam w czwartkowy wieczór nad zadaniem do szkoły złapałam
się nad tym, ze rozmyślam o nim. Przez tyle czasu udawało mi sie kontrolować
swoje myśli, żeby nie popłynęły za daleko aż do teraz. Nie chciałam nic do
niego czuć. Nie mogłam, to nie było w moim stylu. Cały mur, który wokół siebie
stworzyłam wszystko co sobie wypracowałam przez lata cała praca miałaby być
zrujnowana przez jednego chłopaka? Nie mogę na to pozwolić. Z rozmyślań wyrwała
mnie wiadomość spojrzałam na wyświetlacz telefonu i zaśmiałam się w duchu..
Michał napisał do mnie czy się nie
spotkamy. Postanowiłam nic mu nie odpisywać nie chce żeby się do mnie zbliżył
chce żeby dał mi spokój. Gdy człowiek jest już za długo sam nie potrafi zbliżyć się do nikogo.
W piątkowy wieczór jak co tydzień wystrojona i umalowana poszłam na imprezę. Zawsze na rozkręcenie wypijałam kilka shotów a potem ruszałam na parkiet. Tak było i tym razem choć dzisiaj potrzebowałam trochę więcej alkoholu by o tym zapomnieć. Na parkiecie tańczyłam nie zwracając uwagi na nic, nic się nie liczyło. Z transu wyrwał mnie dotyk czyjejś ręki na moim ramieniu, odwróciłam się zaskoczona i zobaczyłam Michała. No bo kogoż by innego mogłabym spotkać - pomyślałam.
-Cześć- powiedział z szerokim uśmiechem na ustach
-Cześć- odpowiedziałam z szerokim grymasem na ustach
-Co ty tu robisz? Czemu nie odpowiadasz na moje smsy?- i znowu ten potok słów...
-Tańczę, bo uważam, że ta znajomość nie ma prawa istnieć. A teraz proszę zostaw mnie w spokoju- mówiąc to odwróciłam się na obcasie i poszłam na drugą część parkietu.
Mój pijany mózg nie miał czasu zaprzątać sobie nim głowy bo zobaczyłam zdobycz na dzisiejszy wieczór. Od razu do niego podeszłam i poprosiłam do tańca. W pewnym momencie chłopak zrobił się nachalny, zaczęło mi to przeszkadzać. Próbowałam go odepchnąć ale on nie dawał za wygraną.
-no co maleńka nie chcesz się zabawić? - powiedział mi bełkotliwie do ucha na co ja tylko się skrzywiłam i próbowałam dalej uwolnić się z uścisku jego rąk.
Nagle nie wiadomo skont pojawił się jakiś chłopak, który odepchną ode mnie obleśnego typka, z którym tańczyłam i pociągną mnie w stronę wyjścia.
Dopiero na zewnątrz zobaczyłam komu chciało się ratować resztki mojej godności. spojrzałam mu w twarz i pierwszy raz nie zobaczyłam na niej uśmiechu, był poważny, może zły już chciałam się odezwać gdy on zrobił to pierwszy:
-Coś ty sobie do cholery myślała, dziewczyno?! Przecież ten chłopak mógł ci coś zrobić! Czy ty jesteś poważna?! - krzyczał na mnie. On?1
Byłam tak zaskoczona jego reakcją, że nie wiedziałam co powiedzieć. On nie słysząc żadnej odpowiedzi nagle w trwającej ciszy zrozumiał co powiedział.
-Sorry, nie chciałem na ciebie nakrzyczeć. Chodzi mi o to, że ten facet był dwa razy większy od ciebie i ci się narzucał, nie chciałbym żeby coś ci się stało.
-Czemu?- nagle usłyszałam swój cichy i słaby głos jakby wydobył się z kogoś innego
-Bo widzę, że taka nie jesteś.
-Skąd ty to możesz wiedzieć jaka jestem?
-Bo mam oczy - powiedział z ironią- ludzie nie chcą patrzeć i patrzą powierzchownie ale ja widzę, że to nie jesteś ty.
-Już sama nie wiem jaka jestem- powiedziałam siebie sama zaskakując i jakbym nie była pewna, że te słowa opuściły moje usta podniosłam rękę w zaskoczeniu do ust. Nigdy nie byłam tak szczera. Z nikim. Nawet sama ze sobą.-zapomnij, dziękuję za ratunek ale tu nie ma co ratować - mówiąc to pobiegłam ile sił przed siebie.