niedziela, 8 listopada 2015

Punkt zwrotny

Przez  szparę pomiędzy zasłonami wdarły się promienie słońca, które przebudziły mnie ze snu. Z grymasem na twarzy otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Na szczęście pokój nie wyglądał tak źle po wczorajszych przygotowaniach na wyjście parę ciuchów leżało na ziemi razem z wczorajszym strojem. Później posprzątam - pomyślałam. Powolnym ruchem odrzuciłam kołdrę i wstałam z ciepłego łóżka. Związałam włosy w koka i poszłam do łazienki, gdy spojrzałam w lustro o mało co nie krzyknęłam. Mój wczorajszy makijaż nie wyglądał już tak pięknie jak zeszłego wieczoru, tusz był rozmazany na policzkach, gdy przyzwyczaiłam się do widoku zaśmiałam się cicho jak szybko mogę się zmienić z piękności w takiego potworka no nic teraz trzeba to wszystko zmyć. Weszłam pod prysznic, szybko się umyłam i zmyłam z twarzy kolorowe plamy. Poszłam do pokoju ubrałam luźne dresy, koszulkę do pępka i na boso zeszłam na dół.
Na moje szczęście czy nie przy stole siedzieli moi rodzice jedząc śniadanie. Spojrzeli się tylko na mnie i z uśmiechem powiedzieli dzień dobry.
-Cześć, nie w pracy? - spytałam zdziwiona
-Nie, dzisiaj jest niedziela, nie mamy pracy jesteś aż tak zaskoczona? - powiedział tata z nad gazety
-W sumie to tak - odpowiedziałam szczerze
-Nie mów tak przecież wiesz że się staramy. - włączyła się mama
-Wiem ale to nie znaczy, że mi nie brakuje was.
-Zrozum córeczko że jeżeli nie będziemy pracować to się nie utrzymamy na rynku, a teraz chodź i  zjedz z nami śniadanie bo rzadko mamy czas, żeby razem posiedzieć jak zdążyłaś zauważyć. - powiedziała już z większym uśmiechem mama.
Po posiłku poszłam posprzątać w pokoju. Gdy było już czysto ubrałam się postanowiłam, że wyjdę do galerii handlowej pochodzić po sklepach, jakoś muszę zabić nudę. Zgarnęłam torebkę, kurtkę i po pożegnaniu z rodzicami wyszłam z domu, wzięłam samochód i pojechałam. Na moje nieszczęście w sklepie było dużo ludzi spojrzałam się na to z grymasem i ruszyłam w stronę księgarni.
Stałam chwilę przeglądając książkę gdy ktoś mnie zaczepił odwróciłam się zaskoczona i zobaczyłam oczywiście kogo? Michała.
stał przede mną szeroko uśmiechnięty jakby zobaczył siódmy cud świata.
-Cześć, jakie miłe spotkanie - powiedział
-Hej czy ja wiem...
-No wiesz co ranisz - powiedział ze śmiechem i udał lekko obrażonego - chcesz iść na kawę albo coś? Ja stawiam, będziemy mieli okazje się poznać i ...
-Dobra, dobra pójdę z tobą na kawę tylko przestań już gadać.
-Przepraszam, tak już mam. To może ty coś opowiedz?
-Nie dzięki wole już żebyś ty gadał.
-To może odpowiedz mi na parę pytań a potem ja odpowiem na twoje. Co ty na to?
-Okey.. zgodziłam się niechętnie
Szliśmy w stronę kawiarni i odpowiadałam na jego dość osobiste pytania.
-To czym sie interesujesz?
-Tańczę, rysuję, biegam - odpowiedziałam powoli. Nie chciałam, się angażować, przywiązywać ani żeby dowiedział się o mnie za wiele. Staram się uczyć na błędach.
-A ile masz lat?
-18 a ty?
-19 w tym roku piszę maturę i wybieram się na studia - powiedział i dumny z siebie sie uśmiechną. Jakie filmy lubisz?
-Horrory
-Pierwszy raz spotykam dziewczynę, która lubi ten gatunek
-Zawsze musi być ten pierwszy raz. Koniec pytań - powiedziałam gdy dotarliśmy na miejsce - teraz ty coś powiedz o sobie.
-No dobrze, więc tez lubię horrory, mam starszego brata, który już studiuje. Zauważyłem, że wiele nas łączy bo kocham tańczyć tak jak ty, może uda nam się jeszcze raz zatańczyć, ah no i oczywiście lubię grać w kosza i czytać książki - zasłonił z jednej strony usta ręką i powiedział szeptem jakby bał się że ktoś usłyszy - ale nie mów o tym ostatnim moim kolegom bo mnie wyśmieją - i zaczął się śmiać na cały głos.
Ja również się uśmiechnęłam, miły jest ten chłopak, wesoły, ma podobne zainteresowania.. - gdy uświadomiłam sobie, w którą stronę moje myśli płyną zesztywniałam, mi nie może przecież zależeć. Reszta spotkania minęła na opowieściach Michała o jego dzieciństwie ja starałam się tylko podtrzymywać rozmowę. Gdy wypiliśmy kawę powiedziałam, ze muszę już iść chłopak od razu poderwał się z krzesła i zadeklarował, że mnie odprowadzi, zgodziłam się niechętnie. Zeszliśmy do podziemi, przy moim samochodzie spojrzałam się na niego i powiedziałam:
-Michał bo ja uważam, że super chłopak z ciebie i w ogóle ale ja się z nikim na dłużej nie spotykam.
-Rozumiem, ale możemy być przyjaciółmi co nie? - spytał z nadzieją
-Chyba tak, nie wiem, zobaczymy - jąkałam się
-Zobaczysz, nie pożałujesz - powiedział z uśmiechem, pocałował mnie w policzek i odszedł do swojego auta, a ja stałam zszokowana przy swoim myśląc o tym co się właśnie stało. Moje złe przeczucia z zeszłej nocy coraz bardziej się urzeczywistniały. Musze być silna i nie pozwolić się omamić jakiemuś chłopakowi.

Z tą myślą dręczącą mnie przez cały czas wróciłam do domu machinalnie zjadłam obiad z rodzicami, przygotowałam lekcje do szkoły i położyłam się spać, nie wiedząc jak doprowadziłam sie do tego punktu, w którym się znajduję. Gdzie są moje uczucia? Czy chcę, coś czuć? Nie wiem, jedno jest pewne nie chce być znowu zraniona.

środa, 4 listopada 2015

Miłość silniejsza niż śmierć
            Gdy Róża była w liceum, poznała chłopaka. Zaczęło się banalnie. Przez przypadek spotkali się, zakochali w sobie i zostali parą. Wszystko się układało, było jak w bajce. Na początku...Po kilku miesiącach Adam stał się bardzo zazdrosny o dziewczynę, był zaborczy i kłócił się z nią za każdym razem, gdy Róża rozmawiała z innym chłopakiem. Wybranka jego serca znosiła to z pokorą, bo kochała Adama  i nie chciała go stracić, lecz pewnego dnia miarka się przebrała.
            Była piękna pogoda Róża poszła na spacer ze swoim jedynym przyjacielem , który jej pozostał. Szli przez park nieświadomi tego, że są obserwowani. Rozmawiali śmiali. Było to źle odbierane przez Adama. W końcu nie wytrzymał, podbiegł do pary i zaczął krzyczeć:
-Dlaczego ciągle to robisz!? Z każdym mnie zdradzasz! Niby taka jesteś niewinna, a tu proszę prowadzasz się z nim- wykrzyczał Róży prosto w twarz jej chłopak.
Nagle Adam rzucił się na Michała z pięściami. Zaczęło się robić gorąco. Dziewczyna przestraszyła się. Krzyczała, próbowała odciągnąć swojego chłopaka, ale nie dała rady. Po chwili już wyciągnęła telefon i dzwoniła po policję i karetkę. Stróże prawa przyjechali po kilku minutach i odciągnęli Adama, prowadząc go prosto do swojego radiowozu. Gdy dziewczyna  zobaczyła odjeżdżający samochód, zaczęła płakać. Podbiegła do przyjaciela i ułożyła jego głowę na swoich kolanach. Szeptała do niego, by nie zasypiał. Nagle poczuła, jak ktoś ją odciąga od chłopaka, wyrywała się i krzyczała, lecz to nic nie dało. Po chwili zaczęła być spokojna, któryś z ratowników podał jej leki. Zanim się obejrzała, jechała karetką z Michałem. W szpitalu działo się wszystko tak szybko...Zawieźli chłopaka do jakiejś sali, a Róży kazali czekać. Dziewczyna była zirytowana. Miała wrażenie, że wszyscy z niej kpią. To był jakiś żart i to bardzo kiepski.  Usiadła na jednym z plastikowych krzeseł i zaczęła się zastanawiać nad swoim życiem. Co zrobiła źle, że doprowadziła do stanu, w jakim się znajduje.  Czemu los nie chciał być dla niej łaskawszy. Nie mieściło się jej to wszystko w głowie, lecz jedno wiedziała na pewno musiała odejść od Adama i wyprowadzić się stąd jak najdalej by normalnie żyć. Rozmyślania dziewczyny przerwał lekarz. Miał niewesoły wyraz twarzy.
-Pani przyjechała z chłopakiem, który został pobity?
-Tak- odpowiedziała dziewczyna drżącym głosem- Co z nim?- spojrzała na lekarza załzawionymi oczami, w których tliła się nadzieja.
-Pani przyjaciel miał poważne obrażenia wewnętrzne. Próbowaliśmy go uratować lecz niestety...-   lekarz zrobił krótką pauzę - Nie udało się nam. Przykro mi.
Nadzieja dziewczyny prysła jak bańka mydlana. Róża nie wierzyła w to, co słyszy. Znowu ktoś powiedział kiepski żart. To było niemożliwe. Jej jedyny przyjaciel nie żyje przez chłopaka, którego kocha. To wszystko nie mogło być prawdą. Siedziała w poczekalni jeszcze chwilę i znowu ktoś zmącił jej pozorny spokój. Byli to dwaj policjanci. Wyglądali groźnie. Na twarzach mężczyzn rysowała się czujność. Dziewczyna trochę się przestraszyła, widząc, że kierują się w jej stronę. Gdy stanęli przy niej, zmierzyli ją wzrokiem i jeden z nich się spytał:
-Czy pani nazywa się Róża Kowalska?
-Tak, to ja, a o co chodzi? - sypała trochę rozkojarzona.
-Chcielibyśmy zadać pani parę pytań w sprawie Adama  Smitta.
Gdy usłyszała to nazwisko, ciarki przeszły jej po plecach.
-Słucham - powiedziała już bardziej przytomnie.
-To pani zadzwoniła po nas, prawda?
-Tak.
-Może nam pani opowiedzieć o całym zdarzeniu?
-Mój chłopak...znaczy Adam, on jest strasznie zaborczy. Nie pozwalał mi się z nikim spotykać i gdy zobaczył mnie z moim przyjacielem, to się strasznie zdenerwował i dlatego pobił Michała.
            Róża nie wiedziała, skąd taki nagły przypływ odwagi pojawił się u niej, lecz była dumna z siebie, że nareszcie powiedziała prawdę. Dziś był koniec terroru jej chłopaka. Dziewczyna w to wierzyła. Reszta przesłuchania polegała na wypytywaniu Róży o szczegóły bójki.  Odpowiedziała na każde pytanie najbardziej wyczerpująco jak potrafiła, chciała żeby Adam zapłacił za to, co zrobił, za krzywdę, którą jej wyrządził, zabierając szczęście. Po dwóch godzinach wróciła do domu, potem wszystko działo się jakby za szkłem. Nie pamiętała szczegółów ale wiedziała, że zawsze, gdy ktoś był przy niej, starała się być silna, lecz gdy zostawała sama, opłakiwała śmierć jedynej osoby, która była warta najlepszego życia, a odeszła w wieku siedemnastu lat.
            W końcu nadszedł ten dzień. Dzień osądzenia Adama za jego czyny. Róża nie chciała widzieć go nigdy więcej, więc czekała w gabinecie swojego prawnika na ogłoszenie wyroku. Po dwóch godzinach ogłoszono go. Jej prawnik nie był zadowolony. Adam dostał cztery lata pozbawienia wolności, lecz to i tak według Róży było zwycięstwo nad oprawcą.  Z rodzicami już dawno rozmawiała na temat przeprowadzki. Na początku byli przeciwni jej wyjazdowi do ciotki, lecz po wydarzeniach ostatniego miesiąca zgodzili się. Róża nigdy nie czuła takiej ulgi. Nareszcie się wyswobodzi z ramion wspomnień i zostawi całą tę mroczną historię za sobą.
            Do końca semestru przetrzymała ciekawskie spojrzenia ludzi ze szkoły. Wszyscy wiedzieli, co się stało, lecz mimo tego opowiadali też własną wersję zdarzeń. Sprawa Róży była na ustach uczniów i nauczycieli długo, jako dyżurny temat do plotkowania. Dziewczyna mimo tego starała się być silna i chodziła z wysoko uniesioną głową. Dzień wyprowadzki traktowała jak wybawienie. Spakowała swoje rzeczy. Część z nich już dawno znajdowała się w nowym domu dziewczyny. Pożegnanie z rodzicami było dla niej jedną z najtrudniejszych chwil w życiu, ale z drugiej strony czuła ulgę, że nie musi chodzić ulicami tego miasta i przypominać sobie wydarzeniach ostatniego miesiąca. Ciocia przyjęła ją ciepło. Dopiero gdy dziewczyna była już na miejscu, poczuła, że jej się uda.
Cztery lata później...
            Róża już zapomniała o wydarzeniach sprzed lat. Dziewczyna czuła się wolna, szczęśliwa lecz...ciągle jej czegoś brakowało. Miłości. Już dawno wybaczyła Adamowi. Jednak jedno się nie zmieniło. Wciąż coś do niego czuła. To samo silne uczucie towarzyszyło jej przez lata. Nigdy jednak nie napisała do niego, żeby nawiązać kontakt. Nie była na tyle odważna, by z nim porozmawiać .
            Był piątkowy wieczór, a ona siedziała sama w domu. Zabawne, wszyscy jej znajomi ze studiów dobrze bawili się na imprezie, a ona wmuszała w siebie kolejna porcję wiedzy na egzamin. Dzisiaj coś wręcz kazało jej zostać w domu. Czuła, że coś się wydarzy. Już od kilku godzin zakuwała. Litery tańczyły jej przed oczami, więc postanowiła sobie zrobić przerwę i wypić herbatę. Ruszyła ze swojego legowiska w salonie i poszła do kuchni. Zanim zdążyła choćby wstawić wodę, usłyszała dzwonek do drzwi.  Była zaskoczona. Kto chce odwiedzać ją o godzinie dwudziestej drugiej i to w piątek. Zaciekawiona poszła sprawdzić.  Powoli otworzyła drzwi i stanęła zaskoczona. Na klatce schodowej zobaczyła Adama...

poniedziałek, 2 listopada 2015

Punkt zwrotny

Klub. Tłum ludzi. To jest mój żywioł. Kocham tańczyć, patrzeć na upojonych alkoholem ludzi, na ich zachowania, obserwować otoczenie. Zawsze znajdzie się tu ktoś godny uwagi na dłużej lub krócej, który aż pragnie bym zwróciła na niego uwagę.
W życiu człowiek jest kilka punktów zwrotnych, po których zmienia kompletnie podejście do świata. Mój wydarzył się dwa miesiące temu.
Gdy zerwie się z osobą, którą się kochało a ona miała cię totalnie w dupie to człowiek się zmienia, ja postanowiłam odmienić swoje poglądy na temat miłości. Myślałam nad tym długo. Kogo ja tak na prawdę kocham? Za kim skoczyłabym w ogień? Teraz po tym czasie wiem, że za nikim niestety muszę przyznać to z przykrością. Smutne jest życie bez miłości ale co poradzę nie da się jej kupić. Teraz nie oczekuje od nikogo niczego, nie spodziewam się, że ze mną zostanie, nie mam nadziei na wspólną przyjaźń, a co do chłopaków to po prostu dobrze się z nimi bawię ale na tym koniec. Nie szukam kogoś na stałe, nie uzewnętrzniam się przed nikim, staram się nikogo nie potrzebować. Proste.
Teraz tańczę w klubie pełnym ludzi ale jestem sama, nie przeszkadza mi to. Wszystko co potrzebuje do szczęścia to wolność i moje myśli.
Po drugiej stronie zatłoczonej sali widzę przystojnego bruneta o zielonych oczach bez zawahania podchodzę do niego i proszę go do tańca. Tańczymy jedną piosenkę, drugą tak zdecydowanie to jest jego mocna strona. Nie rozmawiamy za wiele bo przez hałas mamy utrudnioną komunikację ale mi tak jest dobrze. Nie lubię paplania tylko po to, żeby coś mówić, po dłuższej chwili chłopak wyciąga mnie, a ja daje się prowadzić bez oporów, zabieramy nasze rzeczy z szatni i wychodzimy na chłodne jesienne powietrze. Zaczynamy się śmiać sami nie wiemy z czego może to przez alkohol w naszych żyłach? Na pewno. Nieznajomy przypiera mnie do ściany budynku i zaczyna mnie delikatnie całować jakby był niepewny mojej reakcji ale dla mnie to za mało i pogłębiam pocałunek. Kładę ręce na jego ramionach i przyciągam go bliżej siebie.  Nagle chłopak się ode mnie odsuwa a ja patrzę się na niego zaskoczona, jakby czytał mi w myślach mówi:
-Może byśmy się przedstawili sobie?
Zaśmiałam się i powiedziałam:
-Przepraszam gdzie moje maniery, mam na imię Eleonora, a ty?
-Michał, śliczne imię nie skróciłbym go ani o literę.
-Dziękuję, moi rodzice byli bardzo wierzący i dlatego mnie nazwali.
-A co to oznacza? A dlaczego byli? Coś się stało?
-Bóg jest moim światłem, szkoda tylko, że jestem nie wierząca, za dużo zadajesz pytań Michał, muszę już iść, zbliża się trzecia nad ranem, cześć.
-Nie odchodź tak bez pożegnania! - zawołał chłopak i szybko mnie dogonił- podasz mi swój numer? Proszę.
Zastanowiłam się chwilę. W sumie czemu nie to tylko telefon. Podałam mu szybko cyferki i poszłam dalej, już mnie nie zatrzymywał.

Gdy dotarłam do domu zdjęłam szpilki i po cichu otworzyłam okno od tarasu, które wcześniej specjalnie zostawiłam uchylone. Po cichu udałam się do pokoju, rozebrałam się z sukienki i wskoczyłam do łóżka. Sen szybko przyszedł lecz wcześniej zdążyłam pomyśleć o chłopaku, którego dzisiaj spotkałam. Mam nadzieję, że nie namiesza za dużo w moim życiu, mam nadzieje, że przeczucia mnie mylą.