Miłość silniejsza niż śmierć
Gdy Róża
była w liceum, poznała chłopaka. Zaczęło się banalnie. Przez przypadek spotkali
się, zakochali w sobie i zostali parą. Wszystko się układało, było jak w bajce.
Na początku...Po kilku miesiącach Adam stał się bardzo zazdrosny o dziewczynę,
był zaborczy i kłócił się z nią za każdym razem, gdy Róża rozmawiała z innym
chłopakiem. Wybranka jego serca znosiła to z pokorą, bo kochała Adama i nie chciała go stracić, lecz pewnego dnia
miarka się przebrała.
Była piękna
pogoda Róża poszła na spacer ze swoim jedynym przyjacielem , który jej pozostał.
Szli przez park nieświadomi tego, że są obserwowani. Rozmawiali śmiali. Było to
źle odbierane przez Adama. W końcu nie wytrzymał, podbiegł do pary i zaczął
krzyczeć:
-Dlaczego ciągle to robisz!? Z każdym mnie zdradzasz! Niby
taka jesteś niewinna, a tu proszę prowadzasz się z nim- wykrzyczał Róży prosto
w twarz jej chłopak.
Nagle Adam rzucił się na Michała z pięściami. Zaczęło się
robić gorąco. Dziewczyna przestraszyła się. Krzyczała, próbowała odciągnąć
swojego chłopaka, ale nie dała rady. Po chwili już wyciągnęła telefon i dzwoniła
po policję i karetkę. Stróże prawa przyjechali po kilku minutach i odciągnęli
Adama, prowadząc go prosto do swojego radiowozu. Gdy dziewczyna zobaczyła odjeżdżający samochód, zaczęła
płakać. Podbiegła do przyjaciela i ułożyła jego głowę na swoich kolanach.
Szeptała do niego, by nie zasypiał. Nagle poczuła, jak ktoś ją odciąga od
chłopaka, wyrywała się i krzyczała, lecz to nic nie dało. Po chwili zaczęła być
spokojna, któryś z ratowników podał jej leki. Zanim się obejrzała, jechała
karetką z Michałem. W szpitalu działo się wszystko tak szybko...Zawieźli chłopaka
do jakiejś sali, a Róży kazali czekać. Dziewczyna była zirytowana. Miała
wrażenie, że wszyscy z niej kpią. To był jakiś żart i to bardzo kiepski. Usiadła na jednym z plastikowych krzeseł i
zaczęła się zastanawiać nad swoim życiem. Co zrobiła źle, że doprowadziła do
stanu, w jakim się znajduje. Czemu los
nie chciał być dla niej łaskawszy. Nie mieściło się jej to wszystko w głowie, lecz
jedno wiedziała na pewno musiała odejść od Adama i wyprowadzić się stąd jak
najdalej by normalnie żyć. Rozmyślania dziewczyny przerwał lekarz. Miał
niewesoły wyraz twarzy.
-Pani przyjechała z chłopakiem, który został pobity?
-Tak- odpowiedziała dziewczyna drżącym głosem- Co z nim?-
spojrzała na lekarza załzawionymi oczami, w których tliła się nadzieja.
-Pani przyjaciel miał poważne obrażenia wewnętrzne. Próbowaliśmy
go uratować lecz niestety...- lekarz zrobił
krótką pauzę - Nie udało się nam. Przykro mi.
Nadzieja dziewczyny prysła jak bańka mydlana. Róża nie
wierzyła w to, co słyszy. Znowu ktoś powiedział kiepski żart. To było niemożliwe.
Jej jedyny przyjaciel nie żyje przez chłopaka, którego kocha. To wszystko nie
mogło być prawdą. Siedziała w poczekalni jeszcze chwilę i znowu ktoś zmącił jej
pozorny spokój. Byli to dwaj policjanci. Wyglądali groźnie. Na twarzach
mężczyzn rysowała się czujność. Dziewczyna trochę się przestraszyła, widząc, że
kierują się w jej stronę. Gdy stanęli przy niej, zmierzyli ją wzrokiem i jeden
z nich się spytał:
-Czy pani nazywa się Róża Kowalska?
-Tak, to ja, a o co chodzi? - sypała trochę rozkojarzona.
-Chcielibyśmy zadać pani parę pytań w sprawie Adama Smitta.
Gdy usłyszała to nazwisko, ciarki przeszły jej po plecach.
-Słucham - powiedziała już bardziej przytomnie.
-To pani zadzwoniła po nas, prawda?
-Tak.
-Może nam pani opowiedzieć o całym zdarzeniu?
-Mój chłopak...znaczy Adam, on jest strasznie zaborczy. Nie
pozwalał mi się z nikim spotykać i gdy zobaczył mnie z moim przyjacielem, to
się strasznie zdenerwował i dlatego pobił Michała.
Róża nie
wiedziała, skąd taki nagły przypływ odwagi pojawił się u niej, lecz była dumna
z siebie, że nareszcie powiedziała prawdę. Dziś był koniec terroru jej
chłopaka. Dziewczyna w to wierzyła. Reszta przesłuchania polegała na
wypytywaniu Róży o szczegóły bójki.
Odpowiedziała na każde pytanie najbardziej wyczerpująco jak potrafiła,
chciała żeby Adam zapłacił za to, co zrobił, za krzywdę, którą jej wyrządził,
zabierając szczęście. Po dwóch godzinach wróciła do domu, potem wszystko działo
się jakby za szkłem. Nie pamiętała szczegółów ale wiedziała, że zawsze, gdy
ktoś był przy niej, starała się być silna, lecz gdy zostawała sama, opłakiwała
śmierć jedynej osoby, która była warta najlepszego życia, a odeszła w wieku
siedemnastu lat.
W końcu
nadszedł ten dzień. Dzień osądzenia Adama za jego czyny. Róża nie chciała
widzieć go nigdy więcej, więc czekała w gabinecie swojego prawnika na ogłoszenie
wyroku. Po dwóch godzinach ogłoszono go. Jej prawnik nie był zadowolony. Adam
dostał cztery lata pozbawienia wolności, lecz to i tak według Róży było
zwycięstwo nad oprawcą. Z rodzicami już dawno rozmawiała na temat przeprowadzki. Na początku byli przeciwni jej
wyjazdowi do ciotki, lecz po wydarzeniach ostatniego miesiąca zgodzili się.
Róża nigdy nie czuła takiej ulgi. Nareszcie się wyswobodzi z ramion wspomnień i
zostawi całą tę mroczną historię za sobą.
Do końca
semestru przetrzymała ciekawskie spojrzenia ludzi ze szkoły. Wszyscy wiedzieli,
co się stało, lecz mimo tego opowiadali też własną wersję zdarzeń. Sprawa Róży
była na ustach uczniów i nauczycieli długo, jako dyżurny temat do plotkowania.
Dziewczyna mimo tego starała się być silna i chodziła z wysoko uniesioną głową.
Dzień wyprowadzki traktowała jak wybawienie. Spakowała swoje rzeczy. Część z
nich już dawno znajdowała się w nowym domu dziewczyny. Pożegnanie z rodzicami
było dla niej jedną z najtrudniejszych chwil w życiu, ale z drugiej strony
czuła ulgę, że nie musi chodzić ulicami tego miasta i przypominać sobie wydarzeniach
ostatniego miesiąca. Ciocia przyjęła ją ciepło. Dopiero gdy dziewczyna była już
na miejscu, poczuła, że jej się uda.
Cztery lata później...
Róża już zapomniała o wydarzeniach sprzed
lat. Dziewczyna czuła się wolna, szczęśliwa lecz...ciągle jej czegoś brakowało.
Miłości. Już dawno wybaczyła Adamowi. Jednak jedno się nie zmieniło. Wciąż coś
do niego czuła. To samo silne uczucie towarzyszyło jej przez lata. Nigdy jednak
nie napisała do niego, żeby nawiązać kontakt. Nie była na tyle odważna, by z
nim porozmawiać .
Był piątkowy wieczór, a ona
siedziała sama w domu. Zabawne, wszyscy jej znajomi ze studiów dobrze bawili
się na imprezie, a ona wmuszała w siebie kolejna porcję wiedzy na egzamin. Dzisiaj
coś wręcz kazało jej zostać w domu. Czuła, że coś się wydarzy. Już od kilku
godzin zakuwała. Litery tańczyły jej przed oczami, więc postanowiła sobie
zrobić przerwę i wypić herbatę. Ruszyła ze swojego legowiska w salonie i poszła
do kuchni. Zanim zdążyła choćby wstawić wodę, usłyszała dzwonek do drzwi. Była zaskoczona. Kto chce odwiedzać ją o
godzinie dwudziestej drugiej i to w piątek. Zaciekawiona poszła sprawdzić. Powoli otworzyła drzwi i stanęła zaskoczona.
Na klatce schodowej zobaczyła Adama...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz