środa, 4 listopada 2015

Miłość silniejsza niż śmierć
            Gdy Róża była w liceum, poznała chłopaka. Zaczęło się banalnie. Przez przypadek spotkali się, zakochali w sobie i zostali parą. Wszystko się układało, było jak w bajce. Na początku...Po kilku miesiącach Adam stał się bardzo zazdrosny o dziewczynę, był zaborczy i kłócił się z nią za każdym razem, gdy Róża rozmawiała z innym chłopakiem. Wybranka jego serca znosiła to z pokorą, bo kochała Adama  i nie chciała go stracić, lecz pewnego dnia miarka się przebrała.
            Była piękna pogoda Róża poszła na spacer ze swoim jedynym przyjacielem , który jej pozostał. Szli przez park nieświadomi tego, że są obserwowani. Rozmawiali śmiali. Było to źle odbierane przez Adama. W końcu nie wytrzymał, podbiegł do pary i zaczął krzyczeć:
-Dlaczego ciągle to robisz!? Z każdym mnie zdradzasz! Niby taka jesteś niewinna, a tu proszę prowadzasz się z nim- wykrzyczał Róży prosto w twarz jej chłopak.
Nagle Adam rzucił się na Michała z pięściami. Zaczęło się robić gorąco. Dziewczyna przestraszyła się. Krzyczała, próbowała odciągnąć swojego chłopaka, ale nie dała rady. Po chwili już wyciągnęła telefon i dzwoniła po policję i karetkę. Stróże prawa przyjechali po kilku minutach i odciągnęli Adama, prowadząc go prosto do swojego radiowozu. Gdy dziewczyna  zobaczyła odjeżdżający samochód, zaczęła płakać. Podbiegła do przyjaciela i ułożyła jego głowę na swoich kolanach. Szeptała do niego, by nie zasypiał. Nagle poczuła, jak ktoś ją odciąga od chłopaka, wyrywała się i krzyczała, lecz to nic nie dało. Po chwili zaczęła być spokojna, któryś z ratowników podał jej leki. Zanim się obejrzała, jechała karetką z Michałem. W szpitalu działo się wszystko tak szybko...Zawieźli chłopaka do jakiejś sali, a Róży kazali czekać. Dziewczyna była zirytowana. Miała wrażenie, że wszyscy z niej kpią. To był jakiś żart i to bardzo kiepski.  Usiadła na jednym z plastikowych krzeseł i zaczęła się zastanawiać nad swoim życiem. Co zrobiła źle, że doprowadziła do stanu, w jakim się znajduje.  Czemu los nie chciał być dla niej łaskawszy. Nie mieściło się jej to wszystko w głowie, lecz jedno wiedziała na pewno musiała odejść od Adama i wyprowadzić się stąd jak najdalej by normalnie żyć. Rozmyślania dziewczyny przerwał lekarz. Miał niewesoły wyraz twarzy.
-Pani przyjechała z chłopakiem, który został pobity?
-Tak- odpowiedziała dziewczyna drżącym głosem- Co z nim?- spojrzała na lekarza załzawionymi oczami, w których tliła się nadzieja.
-Pani przyjaciel miał poważne obrażenia wewnętrzne. Próbowaliśmy go uratować lecz niestety...-   lekarz zrobił krótką pauzę - Nie udało się nam. Przykro mi.
Nadzieja dziewczyny prysła jak bańka mydlana. Róża nie wierzyła w to, co słyszy. Znowu ktoś powiedział kiepski żart. To było niemożliwe. Jej jedyny przyjaciel nie żyje przez chłopaka, którego kocha. To wszystko nie mogło być prawdą. Siedziała w poczekalni jeszcze chwilę i znowu ktoś zmącił jej pozorny spokój. Byli to dwaj policjanci. Wyglądali groźnie. Na twarzach mężczyzn rysowała się czujność. Dziewczyna trochę się przestraszyła, widząc, że kierują się w jej stronę. Gdy stanęli przy niej, zmierzyli ją wzrokiem i jeden z nich się spytał:
-Czy pani nazywa się Róża Kowalska?
-Tak, to ja, a o co chodzi? - sypała trochę rozkojarzona.
-Chcielibyśmy zadać pani parę pytań w sprawie Adama  Smitta.
Gdy usłyszała to nazwisko, ciarki przeszły jej po plecach.
-Słucham - powiedziała już bardziej przytomnie.
-To pani zadzwoniła po nas, prawda?
-Tak.
-Może nam pani opowiedzieć o całym zdarzeniu?
-Mój chłopak...znaczy Adam, on jest strasznie zaborczy. Nie pozwalał mi się z nikim spotykać i gdy zobaczył mnie z moim przyjacielem, to się strasznie zdenerwował i dlatego pobił Michała.
            Róża nie wiedziała, skąd taki nagły przypływ odwagi pojawił się u niej, lecz była dumna z siebie, że nareszcie powiedziała prawdę. Dziś był koniec terroru jej chłopaka. Dziewczyna w to wierzyła. Reszta przesłuchania polegała na wypytywaniu Róży o szczegóły bójki.  Odpowiedziała na każde pytanie najbardziej wyczerpująco jak potrafiła, chciała żeby Adam zapłacił za to, co zrobił, za krzywdę, którą jej wyrządził, zabierając szczęście. Po dwóch godzinach wróciła do domu, potem wszystko działo się jakby za szkłem. Nie pamiętała szczegółów ale wiedziała, że zawsze, gdy ktoś był przy niej, starała się być silna, lecz gdy zostawała sama, opłakiwała śmierć jedynej osoby, która była warta najlepszego życia, a odeszła w wieku siedemnastu lat.
            W końcu nadszedł ten dzień. Dzień osądzenia Adama za jego czyny. Róża nie chciała widzieć go nigdy więcej, więc czekała w gabinecie swojego prawnika na ogłoszenie wyroku. Po dwóch godzinach ogłoszono go. Jej prawnik nie był zadowolony. Adam dostał cztery lata pozbawienia wolności, lecz to i tak według Róży było zwycięstwo nad oprawcą.  Z rodzicami już dawno rozmawiała na temat przeprowadzki. Na początku byli przeciwni jej wyjazdowi do ciotki, lecz po wydarzeniach ostatniego miesiąca zgodzili się. Róża nigdy nie czuła takiej ulgi. Nareszcie się wyswobodzi z ramion wspomnień i zostawi całą tę mroczną historię za sobą.
            Do końca semestru przetrzymała ciekawskie spojrzenia ludzi ze szkoły. Wszyscy wiedzieli, co się stało, lecz mimo tego opowiadali też własną wersję zdarzeń. Sprawa Róży była na ustach uczniów i nauczycieli długo, jako dyżurny temat do plotkowania. Dziewczyna mimo tego starała się być silna i chodziła z wysoko uniesioną głową. Dzień wyprowadzki traktowała jak wybawienie. Spakowała swoje rzeczy. Część z nich już dawno znajdowała się w nowym domu dziewczyny. Pożegnanie z rodzicami było dla niej jedną z najtrudniejszych chwil w życiu, ale z drugiej strony czuła ulgę, że nie musi chodzić ulicami tego miasta i przypominać sobie wydarzeniach ostatniego miesiąca. Ciocia przyjęła ją ciepło. Dopiero gdy dziewczyna była już na miejscu, poczuła, że jej się uda.
Cztery lata później...
            Róża już zapomniała o wydarzeniach sprzed lat. Dziewczyna czuła się wolna, szczęśliwa lecz...ciągle jej czegoś brakowało. Miłości. Już dawno wybaczyła Adamowi. Jednak jedno się nie zmieniło. Wciąż coś do niego czuła. To samo silne uczucie towarzyszyło jej przez lata. Nigdy jednak nie napisała do niego, żeby nawiązać kontakt. Nie była na tyle odważna, by z nim porozmawiać .
            Był piątkowy wieczór, a ona siedziała sama w domu. Zabawne, wszyscy jej znajomi ze studiów dobrze bawili się na imprezie, a ona wmuszała w siebie kolejna porcję wiedzy na egzamin. Dzisiaj coś wręcz kazało jej zostać w domu. Czuła, że coś się wydarzy. Już od kilku godzin zakuwała. Litery tańczyły jej przed oczami, więc postanowiła sobie zrobić przerwę i wypić herbatę. Ruszyła ze swojego legowiska w salonie i poszła do kuchni. Zanim zdążyła choćby wstawić wodę, usłyszała dzwonek do drzwi.  Była zaskoczona. Kto chce odwiedzać ją o godzinie dwudziestej drugiej i to w piątek. Zaciekawiona poszła sprawdzić.  Powoli otworzyła drzwi i stanęła zaskoczona. Na klatce schodowej zobaczyła Adama...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz