sobota, 31 października 2015

Początek końca

Dziewczyna obudziła się w szpitalu gdzie spodziewała się zobaczyć rodzinę, swojego chłopaka albo  kogokolwiek kto jest jej bliski, zamiast tego widz staruszka, który ze spokojem wymalowanym na twarzy drzemie na krześle obok. Kto to jest? - zadała sobie pytanie i wytężyła umysł przypomnieć czy zna tego mężczyznę. Po chwili intensywnego myślenia już wiedziała, że to ten sam człowiek, który jako jedyny zaoferował jej bezinteresownie pomoc. Zdziwiło ją to trochę, że jest tutaj. Nie była przyzwyczajona do tak wielkiej dobroci ludzkiej. Z rozmyślań wyrwała ją pielęgniarka, która przyszła.
-O, już się obudziłaś - powiedziała z wielkim uśmiechem pielęgniarka - twój dziadek czuwał przy tobie całą noc, nawet na chwilę nie chciał odejść. To skarb nie człowiek. - pacjentkę zatkały słowa pielęgniarki spojrzała się tylko na nią zaskoczona a kobieta uśmiechnęła się jeszcze szerzej kontynuując - a ty jak się czujesz? Pójdę zaraz po lekarza i zbada cię dobrze?
Dziewczyna kiwnęła tylko głową, pielęgniarka wychodząc trochę za mocno zamknę drzwi i wytworzyły one nieprzyjemny dźwięk przez który drzemiący się obudził z lekkim przestrachem, rozejrzał się lekko zdezorientowany aż w końcu jego zmęczone oczy spoczęły na dziewczynie gdy zobaczył że dziewczyna się obudziła od razu szeroko się uśmiechną.
-Jak się czujesz? - spytał się mężczyzna
-Lepiej, dziękuję że pan mi pomógł.
-To drobiazg
Dziewczynę męczyła jedna rzecz odkąd się obudziła i nie potrafiła się powstrzymać by nie zadać tego pytania.
-Czemu mi pan pomógł?
-Przypominasz mi kogoś, kogo kiedyś znałem i straciłem. Kiedy cię zobaczyłem przez sekundę myślałem, że to ona po za tym jak bym mógł zostawić człowieka w potrzebie? - mówiąc ostatnie słowa zaśmiał się cicho.
-Ludzie teraz tacy są - powiedziałam z grymasem na twarzy
-Choroba tego wieku, ludzie przestali się zauważać, widzą tylko to co jest w internecie. Szkoda, że marnuje się tyle młodych dusz.
-Ma pan racje ale nic nie da się z tym zrobić sama wiem jak internet jest uzależniający.
-Nie sądziłem, że ktoś w twoim wieku może mieć takie poglądy - po raz kolejny zaśmiał się staruszek i zaraz spoważniał - dokładnie tak jak ona... - wzrok mężczyzny nagle zrobił się zamglony i powędrował gdzieś w inną przestrzeń. Widać było, że jest teraz w innym świecie nagle jak za dotknięciem różdżki ockną się i wrócił do rzeczywistości - ah gdzie moje maniery zapomniałem się przedstawić nazywam się Witold Siemiątkowski a ty?
-Wiktoria Braun
-Ładnie, powiesz mi czemu znałaś się wczoraj w parku?
-Noo...
Nie dane było jej skończyć bo wszedł lekarz w towarzystwie pielęgniarki. Oczy rozmawiających ludzi zwróciły się ku drzwiom.
-Dzień dobry powiedział lekarz - jak się masz?
-Bywało lepiej
-No niestety raczej po omdleniu przez odwodnienie człowiek nie jest okazem zdrowia - zaśmiał się lekarz - na szczęście to nic poważnego i już jutro będziesz mogła wrócić do domu. nie znaleźliśmy przy tobie dokumentów ani telefonu czy mamy po kogoś zadzwonić? W sumie trzeba zacząć od początku. Jak się nazywasz?
-Wiktoria Braun
-Masz jakąś rodzinę? Ile masz lat?
-Mam rodziców, jakbym mogła skorzystać z jakiegoś telefonu to po nich zadzwonię i mam 17 lat.
-Pożyczę ci telefon - wtrącił się pan Witold
Reszta formalności minęła szybko Wiktoria zadzwoniła po rodziców i lekarz wyszedł z sali.
-Jak chce może pan już iść nie będę pana zatrzymywać, nasiedział się pan już z zagubioną nastolatką.
-Zostanę i poczekam jeśli to nie problem, ja już w tym wieku się nigdzie nie spieszę.
Ich rozmowa nie schodziła z neutralnych torów. Dziewczyna z zaskoczeniem odkryła, że poczuła się jakby odnalazła w tym staruszku dziadka, którego nigdy nie miała nie świadoma że mężczyzna pomyślał o czymś podobnym, odnalazł on bowiem dawno utraconą wnuczkę. Może los dał mu druga szansę. Ani nie dał rady uratować ale może uda mu się pomóc tej dziewczynie? tyle pytań kłębiło mu się w głowie, na które nie znał odpowiedzi ale wiedział jedno tym razem nie podda się tak łatwo i postara się ze wszystkich sił pomóc tej zagubionej dziewczynie.


czwartek, 29 października 2015

Początek końca

Zabrakło jej sił na czkanie choćby o sekundę dłużej.  Zbiegła szybko po schodach w biegu założyła buty i szybkim, zamaszystym ruchem zdjęła kurtkę z wieszaka druga ręką otwierając drzwi i wypadając na pochmurne wrześniowe powietrze. Biegła przed siebie ile sił miała w nogach byle tylko oddalić się od tego przeklętego miejsca. Przez łzy ledwo widziała drogę w pewnym momencie potknęła się i upadła na mokrą po deszczu trawę.  Płakała rzewnymi łzami bo wiedziała że coś już się skończyło i nigdy nie powróci. Zginęło bezpowrotnie. Podkuliła nogi pod siebie i objęła kolana rękoma, głowę schowała pomiędzy nogami i zaczęła drzeć się wniebogłosy. To nie miało się tak skończyć - ta myśl kołatała się ciągle w jej głowie - nie mogło ale jednak...
Po czasie, którego w żaden sposób nie potrafiła określić uspokoiła się i przestała krzyczeć tylko łzy samowolnie wypływały z jej oczu. Zamknięta w swoim własnym świecie nie zważała na nic z transu wyrwał ją dopiero głos :
-Hej, mała wszystko w porządku? Wiem głupie pytanie -  z peszył się staruszek - może ci jakoś pomóc?
Mężczyzna nie uzyskał żadnej odpowiedzi od dziewczyny, nie potrafił tak po prostu jej zostawić i odejść.  Podszedł do niej i dotknął jej ramienia lekko się wzdrygnęła ale nie zaczęła krzyczeć. Starszy pan postanowił podjąć jeszcze jedną próbę porozmawiania z nieznajomą:
-Może usiądziemy na ławce i tam zastanowimy się co zrobić, robi się coraz chłodniej zaraz możesz się przeziębić.
Dziewczyna prawie nie zauważalnie pokiwała głową i dała się poprowadzić na najbliższą ławkę nie było dane jej tam dojść bo zrobiło jej się nagle słabo, obraz stracił ostrość i runęła jak długa na ziemię. Przestraszony mężczyzna szybko zadzwonił po karetkę. Pogotowie przyjechało prędko, ratownicy sprawnie przenieśli drobne ciało dziewczyny na nosze i zanieśli do karetki.  Mężczyzna niewiele myśląc podszedł do ratownika medycznego i spytał czy może jechać z nimi ten spojrzał się na niego przenikliwie i szybkim ruchem głowy zgodził się. Mężczyźni wsiedli do pojazdu i odjechali na sygnale.